10 Grudnia – Stop przemocy mężczyzn!

NIE! przyzwoleniu na męską normę przemocy

  • Dowiedz się więcej!

  • Doświadczenia przemocy

  • Telefony zaufania

    TELEFON ZAUFANIA 10GRUDNIA: 698991142 od pon do pt między 16:00 a 18:00

  • TEL: 0 789 30 65 66 Pon – Pt 13.00-19.00

  • Kompleksowe wsparcie ofiarom i świadkom przemocy domowej

  • Kursy WenDo

    WenDo samoobrona

    Katowice 20-21.07

  • Wydawnictwa

    Paradoks macho

    Paradoks macho: Jackson Katz

  • Między Nami Zin

  • Archiwum

  • Tagi

  • Kalendarz

    Sierpień 2017
    Pon W Śr C Pt S N
    « Czer    
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  

WYJDŹ Z CIENIA

Badania CBOS-u pokazują, że blisko jedna piąta kobiet padła  ofiarą przemocy ze strony partnera, a 40%kobiet zna takie przypadki ze swojego środowiska.Warto przy tym nadmienić, że statystyki ujawniają tylko te przypadki przemocy, do których ofiary same się przyznają, a nadal nie jest to  zjawisko powszechne. Niska jest również świadomość społeczna w tej dziedzinie. W naszym społeczeństwie wciąż jest powszechna skłonność, żeby nie widzieć, nie słyszeć i milczeć.Chcemy to zmienić. Nasza platforma zamierza aktywnie włączyć się w kampanię społeczną, „Wyjdź z cienia”. Jednym ze sposobów realizacji są zamieszczone na naszej stronie historie kobiet doznających przemocy.

Wierzymy, że te opowieści nie tylko uzmysłowią osobom postronnym jakim dramatem jest przemoc za zamkniętymi drzwiami. Chcemy także pokazać osobom krzywdzonym, że to co ich spotkało dotyczy także innych. Nie jest więc czymś marginalnym i wstydliwym. Może warto przełamać krąg milczenia?

Zachęcamy do nadsyłania swoich historii, do podzielenia się swoim doświadczeniem, do wyjścia z cienia: 10grudnia@poczta.pl

– – –

Moja historia jest zapewne banalna i jak każda zaczęła się sielankowo i nic nie wskazywało na to że małżeństwo zamieni moje życie w koszmar .

Pochodzę z małego miasteczka na mazurach, męża poznałam w Warszawie, byłam wówczas na wakacjach u dalekich krewnych. Marek był inteligentnym chłopcem, miły, opiekuńczy, poświęcał mi dużo czasu oprowadzając po Stolicy. Wakacje się skończyły, wymieniliśmy się adresami – tak dla zasady, bo nie przypuszczałam, że nasza znajomość będzie pogłębiana, choć by ze względu na dzielącą nas odległość. Po za tym miałam wtedy 13 lat i nie myślałam o bliższych związkach z chłopcami poza koleżeństwem. Zaczął się rok szkolny i wspomnienia z wakacji pozostały mglistym wspomnieniem . W Święta Bożego narodzenia dostałam od Marka piękną kartę z życzeniami i list w którym wyrażał się o mnie niemal jak o bogini i od tej pory zaczęliśmy ze sobą korespondować . Przyszły wakacje i Marek przyjechał na mazury i miło spędzaliśmy czas, był duszą towarzystwa, grał na gitarze i ładnie śpiewał . Mimo iż bardzo mi imponował traktowałam go wyłącznie jako dobrego kolegę.

Po tych wakacjach Marek już nie pisał tylko co niedzielę zaczął przyjeżdżać do mnie ubiegając się o moje względy. Oczywiście jak przystało na dżentelmena zawsze z kwiatami dla mnie i mojej mamy. Minął rok i następne wakacje w moim rodzinnym domu uważano go za oficjalnego narzeczonego. Po kolejnych wakacjach uległam mu no i zaszłam w ciążę miałam wtedy 18 lat on 21. Oczywiście był ślub, byłam szczęśliwa, miałam kochającego męża oczekiwałam owocu naszej miłości, do pełni szczęścia brakowało nam tylko wspólnego mieszkania. Ponieważ a ni u moich rodziców a ni u jego nie było warunków na wspólne mieszkanie mieszkaliśmy osobno. Po urodzeniu dziecka dostaliśmy przydział na mieszkanie w Warszawie. Marek przywiózł nas do swoich rodziców byśmy tam poczekali aż on odnowi mieszkanie, byśmy mogli w nim zamieszkać (miało to trwać z tydzień). Wychodził rano do pracy a po pracy jeździł szykować nasze gniazdko, wracał późno i za każdym razem pijany, tłumaczył że pomaga mu kolega i z wdzięczności musi z nim wypijać parę piw. Minął miesiąc a mieszkanie wciąż nie było gotowe w końcu powiedziałam mu że dłużej nie będę czekać i wprowadzimy się do mieszkania przy najbliższej niedzieli, oczywiście protestował wymyślając tysiąc powodów dla których będzie lepiej byśmy pomieszkali u jego rodziców (warunki były okropne spaliśmy z dzieckiem w kuch ni na podłodze). Nie dałam za wygraną twierdząc że w końcu nie pracuję i mogę też coś zrobić w naszym mieszkaniu. Spakowałam rzeczy, wręczyłam mu walizkę i wyruszyliśmy do naszego mieszkania.

Od teściów do naszego domu było około 3 km, był koniec lutego około 20 godziny, była zimnica i prószył śnieg, mimo to Marek nie chciał wsiąść do tramwaju, przez całą drogę szliśmy w milczeniu. Po wejściu do naszego mieszkania doznałam szoku, meble i rzeczy przywiezione wcześniej były nie rozpakowane, sterta brudnych naczyń i mnóstwo różnych butelek po alkoholu, dosłownie widok jak na jakiejś melinie. Za mim zdążyłam coś powiedzieć Marek zaczął na mnie wrzeszczeć – masz co chciałaś ty k… Wyszedł trzaskając drzwiami. Stałam jak za hipnotyzowana, dopiero płacz dziecka mnie ocknął. Oporządziłam niemowlę i zaczęłam sprzątać, nie mogłam zebrać myśli i powstrzymać łez, w końcu płożyłam się spać z nadzieją ze jak się obudzę to wszystko okaże się złym snem.

Niestety to nie był zły sen a koszmar jaki mi zgotował mój mąż jest nie do opisania, byłam przerażona nie miałam się do kogo zwrócić o pomoc z dala od rodziny . Tylko odpowiedzialność za dziecko dodawało mi siłę i wiarę że w końcu koszmar minie. Byłam bita, szantażowana i gnębiona psychicznie, mimo to się nie poddawałam starałam się być dobrą matką i przykładną żoną. Po każdej awanturze wywołanej w pijackim zwidzie, były przeprosiny i błagania o przebaczenie. Nikomu nie mówiłam do czego jest zdolny mój mąż bo i kto by mi uwierzył, że ten grzeczny, miły, wpatrzony we mnie mężczyzna za zamkniętymi drzwiami zamienia się w potwora. Tak, w potwora, potrafił wyrzucać do sedesu ostatnie mleko dziecka, za to że mu się sprzeciwiłam nie dając pieniędzy na alkohol, lub zdemolować mieszkanie bo miałam nie taką minę jak wrócił o pół nocy z pijackiej balangi. Więc żeby chronić dziecko i uniknąć wstydu przed sąsiadami ulegałam mu we wszystkim. Były też dni sielanki, był miły grzeczny i czuły, błagał bym mu pomogła bo nie potrafi sam zerwać z nałogiem po czym w najmniej oczekiwanym momencie zjawiał się pijany i robił z mojego życia piekło. Często rzucał pracę przez alkohol i nigdy na niego nie mogłam liczyć więc byłam matką, ojcem i kochanką w jednym. Rozważałam możliwość wzięcia rozwodu ale strach że będziemy mieszkać pod jednym dachem nie zmieni sytuacji ale tylko ją pogorszy powstrzymywał mnie i mobilizował do walki z jego nałogiem .

Czas leciał a ja trwałam w tym chorym związku harowałam na trzech etatach, przejmując wszystkie obowiązki na siebie i znosiłam humory męża. W końcu po latach udało mi się nakłonić go by się zaszył, przez 6 lat nie pił, co nie znaczy że stał się idealny, czasem z byle powodu wpadał w furię albo stawał się niezaradnym małym chłopcem to znowu umierał w zależności od tego co chciał na nie wymusić. Był o mnie zazdrosny i choć nigdy nie dawałam mu ku temu powodu to też był to jeden z pretekstów do wszczęcia awantury. Oczywiście po każdej scysji był płacz i zapewnianie jak to on bardzo mnie kocha… Przez lata terroru i walki o byt marzyłam tylko o stabilizacji, skupiłam się na pracy, wychowywaniu córki, łagodzeniu konfliktów z mężem . Córka dorosła skończyła studia miała dobrą prace, założyła własną rodzinę a i mąż jakby się zmienił był nad wyraz czuły, myślałam że skończyła się moja gehenna i na starość osiągnę w końcu poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Mąż dostał dobrze płatną pracę i choć ja straciłam pracę
bo firma w której pracowałam rozwiązała się, nie traciłam entuzjazmu że będzie dobrze, bo w końcu nie bałam się żadnej pracy i wiedziałam że znajdę następną.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie kobieta z informacją że spotyka się z moim mężem i że się bardzo kochają i tylko ja stoję im na przeszkodzie. Myślałam że to jakiś żart, powiedziałam mężowi o telefonie oczywiście zaprzeczył, że ma kochankę, potem były kolejne telefony i sms-y. Na moje pytania mąż kwitował że sobie coś ubzdurałam a w końcu przestał w ogóle się do mnie odzywać. Wracał późno i traktował mnie jak powietrze, pieniędzy na dom też nie dawał choć wiedział że mam zaledwie około 600 zł zasiłku. Świat mi się zawalił byłam bez pracy z rachunkami do płacenia i zaciągniętym kredytem który wzięłam za namową męża na samochód. I znów zaczął się koszmar tym razem wyłącznie psychiczny. Aż dziw ze nie wylądowałam w wariatkowie, chyba prze te 30lat,  które z nim przeżyłam za chartowały mnie. Mąż mimo że oficjalnie spotykał się z inną kobietą wcale
nie miał zamiaru rozstawać się ze mną. Po pół roku motania się złożyłam pozew o rozwód o dziwo mimo, że miałam niezbite dowody ze rozpad małżeństwa był z wyłącznej winy męża były aż trzy sprawy zanim uzyskałam rozwód z jego winy. Marek wyprowadził się do kochanki ja znalazłam pracę i wydawało by się że w końcu osiągnęłam poczucie bezpieczeństwa i stabilizację.

Niestety pozbycie się byłego męża tyrana okazuje się nie takie łatwe mimo że nie mieszkał zemną od roku wymeldowanie jego było problemem, kiedy już w końcu go wymeldowali chciałam wykupić mieszkanie by poczuć się bezpieczniej, lecz okazało się ze muszę go pozbawić praw do lokalu bo w przeciwnym razie on będzie w akcie notarialnym. To również okazało się problemem choć nie mieszkał od trzech lat, rozumiem ze są jakieś procedury ale skoro nie mieszkał nie płacił. Urzędnicy z wydziału lokalowego zaczęli bardziej się interesować mną mimo ze rachunki zawsze miałam na czas zapłacone i sugerować że może mnie to mieszkanie nie przysługuję (kawalerka). Napisałam skargę do Burmistrza, w odpowiedzi zostałam pouczona o procedurze urzędowej, kiedy w końcu dostałam aneks umowy o wyłącznych prawach do lokalu na ponowne podanie o wykup mieszkania dostałam odmowną odpowiedź (podobno o grunt upomniał się były właściciel). W budynku którym mieszkam większość mieszkań jest wykupionych a na początku tego roku gmina proponowała wspólnocie wykup gruntów. Mimo że uwolniłam się od męża tyrana wciąż nie ma poczucia bezpieczeństwa czuję się jak napiętnowana i znów nie wiem do kogo mogę się zwrócić o pomoc a nie mam już sił żeby walczyć.

Przepracowałam w Polsce ponad 30lat płace podatki a jestem traktowana jak obywatel trzeciej kategorii. Czy dlatego że jestem ofiarą przemocy? Wim ze jest wiele kobiet które były lub są ofiarami przemocy i tak naprawdę to nikogo ich los nie obchodzi są jedynie krytykowane i obwiniane za to, że trafiły akurat na tyrana. One nie potrzebują pouczania i morałów, ale doraźnej pomocy by mogły żyć godnie.
Moją historie opisałam ogólnikowo bo koszmaru jaki przeżyłam nie da się opisać w kilku zdaniach.
Elżbieta

***

W każdym mieście i w każdej wsi problem istnieje. Wszystko dlatego, że sprawcy w tym kraju czują się bezkarni. Przez kilka miesięcy pracowałam w USA. Spotkałam tam również kobiety, które miały problem z mężami alkoholikami. Nie chciało mi się wierzyć….ale naprawdę w ciągu 24 godzin taki człowiek ma już wydany zakaz zbliżania się do ofiary (rodziny)w USA. Przeciwko mojemu byłemu mężowi toczył się już kolejny proces o znęcanie nad nami. Wcześniej odbył karę pozbawienia wolności przez okres 12 m-cy. Miał pozwolenie na telefonowanie do domu. Więc wydzwaniał do syna i prowokował przez telefon stresujące sytuacje. Dopiero po mojej interwencji u pani kierownik penitencjarnej ograniczono mu korzystanie z telefonu. Kiedy zaatakował nas w miejscu publicznym, dokładnie na stacji benzynowej, zwróciłam się do policji z prośbą o zabezpieczenie zapisu z kamery przemysłowej. Oczywiście policja zlekceważyła moją prośbę! A był to ewidentny materiał dowodowy z miejsca zdarzenia. Sama poprosiłam kierownika Statoil o zabezpieczenie zapisu, na moją prośbę. Płytę CD z nagraniem dołączyłam do zeznań. Wystąpiłam również do sądu o zakaz zbliżania się do rodziny. Oczywiście odrzucono mój wniosek! Kolejna kpina. Pani sędzia poinformowała mnie,że ojciec moich dzieci musi mieć najpierw ograniczone prawa rodzicielskie a dopiero potem mogę wystąpić o zakaz zbliżania. To była jedna z tysiąca kpin, które spotykały mnie na drodze sądowej. W końcu kupiłam sobie gaz łzawiący i owczarka niemieckiego po szkółce. Często też dzwoniłam na Niebieską Linię, ale to jest kolejna instytucja, która niewiele może. Gdyż wszelkie działania zaczynają zniechęcać kobiety, kiedy sprawa trafia na wokandę i ciągnie się rok albo dłużej. Dlatego nadal uważam, że najważniejszą sprawą jest naciskanie na Ministerstwo Sprawiedliwości aby zaostrzyło się prawo wobec sprawców przemocy w rodzinie. Poznałam wiele kobiet w mojej miejscowości, które znajdują się w podobnej sytuacji jak moja. Wiedziały przez co przechodzę i zwracały się do mnie z prośbą o pisanie pozwów do Sądu Rejonowego. I niewiele z tych kobiet było tak zdeterminowanych aby doprowadzić sprawy do końca. Z powodu strachu przed zemstą wycofują sprawę. Kiedy sąd wzywa sprawcę i poszkodowanych razem a potem sprawca jako wolny człowiek wychodzi z sądu wraca do domu ofiary i znów wymierza sprawiedliwość…

Lidia z Cieszyna

komentarze 2 to “WYJDŹ Z CIENIA”

  1. Klub Kobiet Kreatywnych said

    Lidio, jeśli to z Toba rozmawiałam o organizacji konferencji, odezwij sie proszę. Straciły mi sie Twoje dane. Pozdrawiam. Roma Cieszyn

  2. 10grudnia said

    Witam, prześlę Lidii Pani mejla!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: