10 Grudnia – Stop przemocy mężczyzn!

NIE! przyzwoleniu na męską normę przemocy

  • Dowiedz się więcej!

  • Doświadczenia przemocy

  • Telefony zaufania

    TELEFON ZAUFANIA 10GRUDNIA: 698991142 od pon do pt między 16:00 a 18:00

  • TEL: 0 789 30 65 66 Pon – Pt 13.00-19.00

  • Kompleksowe wsparcie ofiarom i świadkom przemocy domowej

  • Kursy WenDo

    WenDo samoobrona

    Katowice 20-21.07

  • Wydawnictwa

    Paradoks macho

    Paradoks macho: Jackson Katz

  • Między Nami Zin

  • Archiwum

  • Tagi

  • Kalendarz

    Kwiecień 2013
    Pon W Śr C Pt S N
    « Mar   Maj »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    2930  

„O męskim pozowaniu na macho” – tekst w nowym numerze Pasażera

Posted by 10grudnia w dniu Kwiecień 26, 2013

pas30_MŁukasz Wójcicki

Ostatnio byłem na na dziewczęcym i kobiecym festiwalu hip-hopowym w Warszawie All Girls Rap Festival i co jakiś czas dało słyszeć się z tłumu męskie głosy w stylu „rapujące cipeczki” , „dawaj mała zrób mi dobrze”, „laleczki na scenie”, do tego seksualne gesty i niewybredne komentarze w jawny sposób upokarzające dziewczyny. W jednym przypadku, na moją reakcję, żeby nie używać seksistowskiego języka uwłaczającego nie tylko występującym na scenie artystkom, ale i kobietom w ogóle, usłyszałem: „spierdalaj cioto”. Łatwo sobie wyobrazić mój wewnętrzny opór w podobnych, kolejnych interwencjach.

 

Rzecz jednak dotyczy nie tylko kultury hiphopowej, ale również hard-corowo/punkowej (hc/punkowej), skażonej seksizmem. Jest to dla mnie o tyle druzgocące, że scena hc/punk odgrywa w moim życiu ważną rolę. Czuję się jej częścią, identyfikuję się z nią a jej emblematy wyznaczają mój styl. Dlatego, kiedy pojawiła się możliwość napisania tekstu o przemocy mężczyzn do hc/punkowego Pasażera, pomyślałem że to może być świetna okazja do podzielenia się tematem z innymi chłopakami i dziewczynami, którzy i które myślą podobnie a nie zawsze mają odwagę mówić o tym głośno. Niewygodne jest identyfikowanie uprzedzeń w swoim środowisku, ale potrzebne. Seksizm i dyskryminacja jest złem bez względu na kontekst i środowisko w jakich się objawia.

 

Ideologia równości, wolności, sprawiedliwości, braterstwa i siostrzeństwa wpisana jest w krajobraz kultury hc/punkowej jak wydmy w pejzaż pustyni. Od połowy lat 70., kiedy to krystalizowały się polityczne filary punk-rocka, mówiło się już o niezgodzie na zastałą rzeczywistość, na tradycyjny podział ról społecznych, na dyskryminację ze względu na płeć, na klasowe wykluczenie i cały szereg społecznych postulatów, które dziś identyfikujemy z lewą i skrajnie lewą stroną sceny politycznej. Zręby tej „polityczności” pobrzmiewają u prekursorów punk-rocka jak Blondie, Television, Sex Pistols, The Damned czy The Clash. Na polskim podwórku to na pewno Tilt, Brygada Kryzys, Dezerter. Stąd, przypisywanie muzyce hc/punk ideałów lewicowych nie jest domeną teraźniejszości, ale ostatnich trzech dekad. Od ludzi związanych ze sceną hc/punk, siłą rzeczy, oczekuje się pewnej otwartości i rozumienia spraw nie tylko związanych z szeroką rozumianą kontestacją opresyjnego systemu państwowo-kościelnego, ale również (jak nie przede wszystkim) odnoszących się do zagadnień równości płci.

Scena hc/punk, DIY (Do It Yourself), skłoting i wiele subkultur oraz ruchów społecznych z postulatami lewicowymi w tle, pomimo wolnościowego spojrzenia na świat nie są wolne od konserwatywnych mumii obyczajowych i patriarchalnych skamielin petryfikowanych przez tysiąclecia w kulturach na całym świecie. I jeśli nawet większość z was, czytających te słowa, powie: „mnie to nie dotyczy” bo mamy o sobie pewne wyrobione zdanie, nie zmienia to faktu, że w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy niewolnicami i niewolnikami patriarchalnego wychowania. Nie jedna i nie jeden z was może się obruszyć na te zarzuty, ale świadomość tego, dla mnie samego jest porażająca. Uważam się za człowieka wyzwolonego z heteroseksualnych, patriarchalnych, seksistowskich norm społecznych, z konserwatywnej opresyjnej obyczajowości czy z przemocowej, zmaskulinizowanej kultury. Nadal jednak silnie odczuwam pokłosie wychowania, którego ramy wyznaczały pełne dyskryminacji normy, obyczaje i wzorce kulturowe. Każdorazowe przyznanie się przed samym sobą o uleganie tym kliszom napawa mnie zakłopotaniem i złością. I nie dotyczy to wyłącznie płci, ale również uprzedzeń etnicznych, narodowościowych, religijnych czy klasowych. Tym bardziej jestem wściekły na siebie im mocniej sobie uświadomię swój „punkowy” rodowód, anarchistyczne przekonania i wolnościowy stosunek do świata.

Z jednej strony, zaakceptowanie własnych słabości nie jest łatwe, z drugiej, one są, czy nam się to podoba czy nie. Dla mnie, powiedzenie sobie: „tak, jestem ofiarą patriarchalnego, katolickiego wychowania” pozwoliło mi zrozumieć pewne mechanizmy reakcji na sytuacje i zjawiska, które spod tej konserwatywnej normy się wymykają. Chodzi tu zarówno o podporządkowanie kobiety mężczyźnie (jej woli, ciała, praw) jak i związki osób homoseksualnych czy transpłciowych. Z takiego wychowania biorą się wypaczone wyobrażenia o zjawiskach, z którymi nigdy nie mieliśmy i nie miałyśmy do czynienia, a o których wiemy jedynie z doktrynalnych przekazów. Wyobrażenia te utrwalane są w kulturze masowej i zaczynają żyć własnym życiem w postaci krzywdzących stereotypów. Wszyscy nosimy w sobie te stereotypy. Jesteśmy nimi zainfekowani i zainfekowane od dziecka, w domu, w szkole, w kościele, w miejscu pracy czy na ulicy. Siła wolnościowego myślenia polega na tym, że nie dajemy im się ponieść. Uzmysłowienie sobie, że posługujemy się stereotypem krzywdzącym daną grupę społeczną i odrzucenie go na rzecz samodzielnego myślenia jest niewyobrażalnym krokiem w stronę wyzwolenia umysłu spod jarzma opresyjnych, świecko-religijnych norm.

Posługiwanie się stereotypami i uogólnieniami w wychowaniu, nauczaniu, kształceniu postaw jest swego rodzaju skrótem wychowawczym. Wykorzystywany jest przez instytucje państwowo-kościelne i organizacje pozostające pod ich wpływem, do wytworzenia posłusznego, bojaźliwego społeczeństwa łatwo poddającego się kontroli i manipulacji do osiągnięcia określonych celów politycznych. Samodzielnie myślące i oddolnie zorganizowane społeczeństwo szybko mogłoby dojść do wniosku, że odgórna świecko-religijna władza do niczego nie jest im potrzebna a stąd już tylko krok do jej obalenia. Na to władza pozwolić nie może i m.in. stereotypy oraz generalizowanie zjawisk i procesów społecznych służy jej do zastraszania i kontrolowania mas. Łatwiej manipulować kimś, kto dajmy na to, nigdy nie miał ani nie miała do czynienia z osobą homo- czy transseksualną, a kto jest święcie (sic!) przekonany lub przekonana, że to choroba i patologia, pocisk wymierzony w tradycyjne wartości rodziny. Jeśli nawet pierwszy raz spotykamy na swojej drodze osobę o innej niż nasza orientacji seksualnej, o innym kolorze skóry czy odmiennej sprawności ruchowej, odrzucenie stereotypów i samodzielne myślenie jest kluczowe w poznaniu, zrozumieniu i uszanowaniu porządku innego niż ten, do którego zostaliśmy i zostałyśmy przez lata wytresowani i wytresowane.

Identycznie sprawa wygląda z rolami społecznymi, do jakich jesteśmy trenowani i trenowane od dziecka. Wychowałem się w rodzinie i w otoczeniu rodzin, w których model radykalnie patriarchalny był (i do dzisiaj jest) obowiązujący. Im bardziej negowałem ów model, tym bardziej zaciskał mi pętlę na szyi. Łatwo sobie wyobrazić ogrom trudu jaki musiałem włożyć, żeby z niego się wyzwolić. Do dzisiaj znajduję w sobie jego resztki, które prawdopodobnie jeszcze długo będą mnie zatruwać. Dzięki niewyobrażalnej pracy tysięcy organizacji kobiecych, feministycznych książek, raportów, spotkań, filmów i warsztatów, zrzucanie maski twardziela i wychodzenie ze spektaklu macho stało się dla mnie łatwiejsze i bardziej zrozumiałe.

Spektakl macho, szczególnie jest uciążliwy dla chłopców i mężczyzn. Wymaga od nich stałego bycia najlepszymi, twardymi, nieugiętymi facetami, gdzie miejsce na emocje ogranicza się do gniewu, złości i nie okazywania współczucia. Nie ma tu przestrzeni na słabość, bezradność, smutek czy bezsilność. To są stany, które uwłaczają „prawdziwemu mężczyźnie”. Uwłaczają, bo kojarzą się kobietami – słabymi, rozchwianymi, nieporadnymi istotami wymagającymi męskiej opieki i zwierzchnictwa. To dopiero u boku mężczyzny kobieta staje u progu człowieczeństwa. Zawsze u progu bo nigdy nie będzie w stanie, na wzór mężczyzny, zasmakować jego pełni.

Chłopaki wytrenowani w patriarchalnej kulturze kontroli i dominacji nad kobietą, jak feudałowie nad swoimi wasalami, czy panowie nad niewolnikami, dorobili się kulturowego przyzwolenia na przemoc wobec kobiet. Doskonale nam znane są obiegowe stwierdzenia typu „Chłopcy tacy są” czy „Chłopaki muszą się wyszumieć”. Są hasłami-wytrychami, które służą do naiwnego tłumaczenia facetów z przemocy, do banalizowania skali przemocy stosowanej przez chłopców i mężczyzn i wreszcie do utrwalania przyzwolenia na męską przemoc. Przemoc bagatelizowaną, bo popartą wielotysięczną tradycją patriarchalną. Przemoc tak silnie wpisaną w skrajnie zmaskulinizowaną kulturę, że bardzo często niewidzialną. Traktowaną jako coś „normalnego”, „zwyczajowego”. Ów przywilej przemocy jakim „cieszą się” mężczyźni ma katastrofalny wpływ na jego ofiary. Skrzywdzoną kobietę czy dziewczynę poddaje się wpierw weryfikacji czy aby nie kłamie w celu pogrążenia mężczyzny. Upokorzenie kobiety doświadczającej przemocy i podważenie jej wiarygodności służy chronieniu mężczyzny i pouczeniu kobiety o jej miejscu w hierarchii społecznej. Mężczyznę mają prawo „ponieść nerwy”, „puścić hamulce”, może „stracić panowanie nad sobą”. Taka już męska natura, wyssana z mlekiem matki. Jeśli natomiast wychodzi do wiadomości publicznej informacja o agresywnej dziewczynie, którą „poniosły nerwy”, albo grupie dziewczyn, którym „puściły hamulce” i biją chłopaków, robi się z tego wydarzenie na pierwsze strony gazet. Sztaby ekspertów analizują „patologiczne” zachowanie dziewczynek a całe społeczeństwo zastanawia się dlaczego dziewczyny zachowują się „jak chłopaki”? Identyczne zachowanie chłopców przechodzi bez echa (pomijając skrajne przypadki masowych morderstw, których nota bene wykonawcami w miażdżącej większości są chłopcy)! Dzieje się tak, ponieważ do męskiej przemocy jesteśmy tak samo przyzwyczajeni jak do kobiecego posłuszeństwa i uległości wobec mężczyzn.

Pierwsze, co na posterunku policji a potem w sądzie będzie analizowane, to nie patologiczne postępowanie faceta, nie jego skłonność do przemocy, ale zachowanie kobiety, czy aby zgodne było z normami patriarchalnego obyczaju. Pierwszorzędne jest ustalenie, czy kobieta „nie prowokowała”, czy „była grzeczna”, i czy „nie zachowywała się wyzywająco”. W kulturze na wskroś patriarchalnej kobieta winna być posłuszna mężczyźnie (ojcu, bratu, mężowi, partnerowi, szefowi, itd.). Za to mężczyzna, będąc niejako „protektorem” kobiety ma prawo ją kontrolować i sprawować nad nią władzę za pomocą m.in. Przemocy. I nie chodzi tu tylko o przemoc psychiczną czy fizyczną, ale również ekonomiczną i polityczną. Chłopcy, wychowywani w duchu dominacji i przekonania o społecznej przewadze nad dziewczynam, dopuszczają się przemocy wobec nich jako formy sprawowania kontroli i elementu budowania relacji władzy.

Czas przełamać ten krzywdzący wzór męskości, na którym cierpią chłopaki i dziewczyny! Przemoc nie jest czymś, co my faceci mamy wpisane w kod DNA i tylko modyfikacja genetyczna pozwoli nam przeprogramować się na partnerski, równościowy model. Nie, panowie, wytężoną, świadomą pracą możemy to zmienić. Zależy to wyłącznie od naszej woli i chęci zmiany a nie biologicznych uwarunkowań. Odrzucenie przemocy i patriarchalnego schematu postępowania jest naszym orężem w walce o lepszy świat, gdzie kobiety i mężczyźni są sobie równe i równi. To nie jest jak wegetarianizm, gdzie możemy wybronić się przed nim preferencjami genetycznymi, grupą krwi i budową żołądka. Zanegowanie męskiej dominacji i maskulinizacji kultury leży w zasięgu naszej woli. Przez ostatnie przeszło 100 lat, dzięki wytężonej i heroicznej walce organizacji kobiecych, dzisiaj, wasze matki, siostry, przyjaciółki i kochanki mogą decydować same o swoim życiu. Mają prawo studiować na uniwersytetach, głosować w wyborach, wykonywać zawody pierwotnie przypisywane wyłącznie mężczyznom (jak prawnik, lekarz, inżynier, etc.), uprawiać politykę czy wreszcie otwarcie domagać się respektowania swoich praw reprodukcyjnych (jak prawo do usuwania ciąży czy sztucznego zapłodnienia). Nie pozwólmy zniweczyć tych wysiłków i dołóżmy wszelkich starań, aby ukręcić łeb patriarchalnej hydrze wtłaczającej kobiety i mężczyzn w nierówne role i przemocowe relacje.

Panowie, mając powyższe na uwadze sami zdecydujcie, czy nie najwyższy czas stanąć u boku milionów pań w ich staraniach o sprawiedliwe, godne życie bez przemocy. Parafrazując pisarkę Evelyn B. Hall, nie musimy się zgadzać z wszystkimi postulatami feministycznymi, ale na wzór Voltaire’a powinniśmy być gotowi oddać za nie życie by móc postulować swoje wlasne hasła. A taka postawa wymaga radykalnego przekonstruowania myślenia o rolach społecznych kobiet i mężczyzn, gdzie fundamentem jest równość a miejsce patriarchatu za muzealną gablotą.

Tekst ukazał się w fanzinie Pasażer 1/2013

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: