10 Grudnia – Stop przemocy mężczyzn!

NIE! przyzwoleniu na męską normę przemocy

  • Dowiedz się więcej!

  • Doświadczenia przemocy

  • Telefony zaufania

    TELEFON ZAUFANIA 10GRUDNIA: 698991142 od pon do pt między 16:00 a 18:00

  • TEL: 0 789 30 65 66 Pon – Pt 13.00-19.00

  • Kompleksowe wsparcie ofiarom i świadkom przemocy domowej

  • Kursy WenDo

    WenDo samoobrona

    Katowice 20-21.07

  • Wydawnictwa

    Paradoks macho

    Paradoks macho: Jackson Katz

  • Między Nami Zin

  • Archiwum

  • Tagi

  • Kalendarz

    Styczeń 2013
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lu »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  

Dlaczego stwierdzenie „mili faceci też gwałcą” nie pomaga w dyskusji nad problemem

Posted by 10grudnia w dniu Styczeń 8, 2013

Autorzy The Good Men Project być może chcieli w dobrej wierze umożliwić debatę, ale sam fakt, że zaciera ona granice gwałtu, po prostu tworzy gwałcicieli.

JILL FILIPOVIC

Tekst ukazał się na stronie
guardian.co.uk

Przedruk z Feminoteka.pl

Kiedy można przestać nazywać kogoś „dobrym mężczyzną” (albo też „dobrą kobietą”)? I jak położyć kres gwałtom?

To tylko dwa z pytań padających w gorącej internetowej dyskusji, która rozgorzała po tym, jak strona The Good Men Project zamieściła post pisarki Alyssy Royse pt. „Mili faceci też gwałcą”. W skrócie Royse pisze, że jeden z jej kolegów – miły facet, jak sama mówi – zgwałcił kobietę z kręgu ich znajomych. Mężczyzna przyznaje, że dokonał penetracji kobiety, gdy ta spała, ale utrzymuje, że zmyliły go „niejednoznaczne sygnały”, jakie kobieta mu wysyłała. Podobno „ostro” z nim flirtowała, dotykała jego włosów i mówiła o własnej seksualności, co pozwoliło mu myśleć, że ona chce uprawiać z nim seks.

Mężczyzna odczekał, aż kobieta zaśnie i nie będzie mogła wyrazić zgody, by on wsunął w nią penis. W swoim tekście Royse przyznała, że ów miły facet jest gwałcicielem, jednak przypadkowym, który po prostu zagubił się w sprzecznych poglądach społecznych na seks i seksualność.

Feministki, w tym również ja, zaatakowały tekst Royse. W odpowiedzi The Good Men Project przypuścił kontratak ze zdwojoną mocą (i używał coraz silniejszej amunicji). Redaktorka portalu Joanna Schroeder podjęła decyzję o opublikowaniu, bez ujawniania nazwiska, relacji z pierwszej ręki – opowieści pewnego gwałciciela, który przyznaje się do popełniania gwałtów i nie odczuwa z tego powodu skruchy. Lubi mocno imprezować i twierdzi, że „traktuje pewną liczbę zgwałceń jako koszt prowadzenia interesów”. Następnie GMP zamieścił kilka kolejnych postów, usprawiedliwiając w nich decyzję o publikacji tekstu Royse i opowieści gwałciciela.

Kiedy kobiety i mężczyźni, poświęcający życie prywatne i zawodowe na rzecz walki z gwałtem, wysunęli argument, że istnieje sporo naukowych źródeł traktujących o tym, dlaczego mężczyźni gwałcą, redaktorzy The Good Men Project odpowiedzieli atakiem na te źródła. Na znak protestu część autorów GMP odeszła z portalu. Inni redaktorzy i autorzy połączyli siły z aktywistami na rzecz praw mężczyzn, by na Twitterze i w innych mediach społecznościowych zaatakować feministki i aktywistów walczących o położenie kresu gwałtom.

Na szczęście kilku partnerów The Good Men Project, zamieszczających na swoich stronach treści GMP, postanowiło, że nie chcą dłużej współpracować z portalem, który popiera publikowanie opowieści anonimowych gwałcicieli nie żałujących dokonywanych gwałtów i który broni ich czynów, tłumacząc, że są złożone i niezamierzone.

Dlaczego w swojej rubryce w Guardianie piszę o jakimś sporze na blogu o stosunkowo ograniczonym zasięgu? Ponieważ pokazuje toksyczność naszej kultury, kiedy chodzi o gwałt i napaść seksualną – i jednocześnie wskazuje, jak możemy z tym walczyć.

Wiemy już dość dużo o tym, dlaczego mężczyźni gwałcą, a szczególnie o tym rodzaju gwałtu, który media nazywają „gwałtem na randce” lub „zgwałceniem przez znajomego” – kiedy sprawca zna ofiarę albo przynajmniej należy do tych samych kręgów towarzyskich, co ona. Naukowcy, badaczki i socjolożki dzięki pogłębionym badaniom nad napaścią seksualną odkryli, że w istocie ogromną liczbę „zgwałceń przez znajomego” popełnia niewielka liczba mężczyzn. Większość z nich celowo wybiera kobiety znajdujące się pod wpływem używek. Wtedy tacy mężczyźni izolują je od pozostałych znajomych, poją je alkoholem, by je obezwładnić i z premedytacją naruszają ich kolejne granice, by były jeszcze bardziej bezbronne.

Tacy gwałciciele-recydywiści z większym prawdopodobieństwem mają sztywne poglądy na role płciowe. Dokonują przestępstw świadomie, ale wykorzystują społeczną narrację wokół gwałtu, by uniknąć ścigania przez prawo.

„To z całą pewnością nie są osoby, którym po prostu przydałby się trening w dziedzinie komunikacji z płcią przeciwną” – mówi David Lisak, jeden z badaczy. – „To są ludzie o naturze agresorów”.

A jednak nadal myślimy, że zgwałcenie przez znajomego to zjawisko, którego natura jest „niejednoznaczna” i „mętna” (dwa określenia użyte przez autorów GMP). Istnieje społeczny obraz gwałtu jako sytuacji, o której „ona opowiada jedno, on drugie”, szczególnie, jeśli w tle pojawia się również alkohol. Dwoje ludzi upija się, przestają myśleć i podejmują złe decyzje, albo też on nie wiedział, że ona się nie zgadza, albo ona rano żałuje, co zrobiła i krzyczy „zgwałcił mnie!”.

Analizujemy zachowanie ofiary i dokładnie przyglądamy się wszystkiemu, co robiła: ona też piła; tańczyła prowokująco; poszła z nim do domu; już wcześniej uprawiała seks; ma seksowne zdjęcie na Facebooku. O ile potrafimy jasno przypisać zgwałcenie przez osobę obcą do kategorii czynów dokonywanych przez agresywnych mężczyzn o wrogich zamiarach, o tyle zgwałcenie przez znajomego nadal jest traktowane jako swego rodzaju pomyłka, popełniona przez miłego faceta, który po prostu zrobił, coś czego nie powinien był robić.

Tę dynamikę można prześledzić również w Steubenville w stanie Ohio, gdzie członkowie licealnej drużyny futbolowej zostali oskarżeni o seksualną napaść na młodą kobietę na imprezie. Kobieta była odurzona alkoholem i według różnych relacji albo straciła przytomność, albo nie była w stanie stać. Przez całą noc futboliści rzekomo penetrowali ją palcami, kładli nagą na podłodze, przenosili jej bezwładne ciało z imprezy na imprezę, obnażali jej piersi i namawiali innych, by oddawali na nią mocz. Zrobiono jej zdjęcia i udostępniano je znajomym, co doprowadziło do wszczęcia postępowania przez policję.

W odpowiedzi miasto zjednoczyło się, wspierając futbolistów. Wydaje się też, że szkoła bardzo niewiele zrobiła w tej sprawie. Blogerka, która zwróciła uwagę całego kraju na ten przypadek, ma w tej chwili sprawę w sądzie i jest oskarżana o sianie niezgody w lokalnej społeczności (czary goryczy nie przelał sam fakt gwałtu, ale to, że ktoś miał tupet, by o nim mówić). Jeden z ochotników trenujących drużynę futbolistów, 27-letni Nate Hubbard, powiedział New York Timesowi: „gwałt, jak sądzę, był tylko wymówką”:

„Bo co innego może powiedzieć rodzicom dziewczyna, która wróciła do domu aż tak pijana i po takiej nocy? Musiała coś zmyślić. Teraz ludzie usiłują z tego powodu skasować nasz program futbolowy”.

Szef trenerów, Reno Saccoccia, zajmuje podobne stanowisko. Odmówił zawieszenia któregokolwiek z zawodników, mimo poważnych zarzutów o pożądliwe obejmowanie i rozbieranie odurzonej alkoholem dziewczyny oraz o robienie i rozpowszechnianie odważnych seksualnie zdjęć, które ją przedstawiają, ponieważ, jak twierdzi główny trener, chłopcy nie sądzili, że robią cokolwiek złego. Kierujący śledztwem szef policji narzekał na ogólnokrajowy rozgłos sprawy:

„Wszyscy chcą obciążać winą kolejnych zawodników z tej drużyny. Niektórzy tylko dlatego, że część pozostałych szkół z okolicy jest po prostu zazdrosna o Big Red”.

Członkowie rodzin oskarżanych młodych mężczyzn twierdzą, że ci nie zrobili niczego złego i po prostu „znaleźli się w złym miejscu w nieodpowiednim czasie”.

Prawnicy mężczyzn również dość szybko podchwycili ton obciążający winą ofiarę. Jeden z prawników, Adam Nemann, powiedział Timesowi, że dziewczyna była w stanie wyrazić zgodę, ponieważ po rzekomej napaści była w stanie pamiętać swój kod do komórki. Dodał również, że na Twitterze i Facebooku zamieszczała wcześniej komentarze i zdjęcia, które, jego zdaniem, wykazują, że prowadziła seksualnie aktywne życie i „w oczywisty sposób angażowała się w ryzykowne zachowania”.

Najwyraźniej nie można zostać zgwałconą, jeśli nie jest się dziewicą.

Narracje przyjęte w Steubenville i przez autorów The Good Men Project oznaczają, że gwałciciele nie są ścigani stosownie do winy. Narracje te pozwalają nam myśleć, że „prawdziwi” gwałciciele zaczajają się w krzakach, natomiast mężczyźni, którzy gwałcą wiele znanych sobie kobiet, to przyzwoici faceci, którzy po prostu zagubili się w sytuacji. Niestety często same kobiety chronią takich mężczyzn, na przykład autorki i redaktorki GMP, które napisały i opublikowały kilka tekstów w tej sprawie.

To wygodny psychologiczny mechanizm obronny – myślenie, że jeśli kobieta po prostu nie robi nic niewłaściwego – jeśli się zbyt nie upija, jeśli nie wysyła „niejednoznacznych sygnałów”, jeśli ubiera się odpowiednio, nie grozi jej napaść. Niestety, to nieprawda.

Badacze stwierdzili natomiast, że kulturowy sprzeciw wobec mitów o gwałcie sprawia, że mężczyźni z mniejszym prawdopodobieństwem dokonają takiej napaści, zaś akceptacja takich mitów zwiększa prawdopodobieństwo gwałtu. W grupach społecznych, w których panuje powszechna akceptacja mitów na temat gwałtu – mówiących na przykład że gwałt dokonany przez znajomego to problem komunikacji, czy też „niejednoznacznych sygnałów”, że gwałciciele po prostu nie potrafią kontrolować swojego popędu seksualnego, że kobiety często kłamią na temat gwałtu, lub też że same proszą się o zgwałcenie, zachowując się w nieodpowiedni sposób, czy niewłaściwie ubierając – tendencja do zgwałceń jest wyższa. Tam, gdzie mężczyźni internalizują mity na temat gwałtu, z większym prawdopodobieństwem go popełnią lub będą uznawać gwałt za czyn w większym stopniu akceptowalny.

Kiedy mężczyźni postrzegają mity na temat gwałtu jako powszechnie przyjętą normę społeczną, rośnie wśród nich tendencja do popełniania gwałtów. Kiedy mężczyźni uważają, że ich koledzy po prostu „wymuszają trochę seksu”, sami z większym prawdopodobieństwem będą angażować się w takie same zachowania. Jednak kiedy mężczyźni widzą, że mity na temat gwałtu są podważane lub odrzucane, ich skłonność do gwałtu maleje.

Innymi słowy, podważanie mitów na temat gwałtu oznacza mniej zgwałceń. Jednak kiedy autorzy tekstów, postaci kultury, dziennikarze czy zwykli ludzie hołdują poglądowi, że gwałt jest zjawiskiem „niejednoznacznym”, lub też, że „gwałciciele znajomych” to „mili faceci”, którzy po prostu się zagubili, albo że kobiety w jakiś sposób same sprowadzają na siebie gwałt, wtedy takie poglądy ośmielają gwałcicieli i zwiększają ich skłonność do gwałtu.

Właśnie dlatego feministki tak rozsierdza publikowanie takich postów, jak te na The Good Men Project, albo bronienie napastliwych mężczyzn jako „miłych facetów”. Działania mają swoje konsekwencje i sposób, w jaki piszemy i mówimy o tych kwestiach, ma znaczenie. Choćby autorzy i redaktorzy mieli najlepsze intencje i choćby tłumaczyli, że chcieli tylko „umożliwić dyskusję na temat gwałtu”, to jednak kiedy wplatają do narracji „niejednoznaczność gwałtu” i oskarżanie ofiar i kiedy publikują opowieści niewyrażających skruchy gwałcicieli, przekonanych, że gwałt to zwykła rzecz – takie publikacje w sposób niezamierzony – choć według mnie bezmyślny i nieodpowiedzialny – umożliwiają gwałt.

Nie chodzi wyłącznie o The Good Men Project, ani o Steubenville w Ohio. To tylko przykłady, które pojawiły się akurat dzisiaj; kultura gwałtu jest tak wszechobecna, że jeśli spytacie mnie jutro, będę w stanie podrzucić kilka następnych. Bezrefleksyjne przyjmowanie społecznego mitu na temat gwałtu jest zjawiskiem na skalę światową. Codziennie, każdego dnia, prowadzi się rozmowy i publikuje artykuły, które czerpią z takich właśnie mitów. Każdego dnia trwanie przy tych mitach każe przymykać oko na czyny gwałcicieli. Każdego dnia takie mity przygotowują do gwałtu kolejnych mężczyzn.

Podważanie tych mitów jest skuteczną strategią przeciw gwałtom, o czym dobrze wie na przykład cudowna grupa Men Can Stop Rape. Dlatego musimy podważać te fałszywe przekonania. Musimy wspierać organizacje i media, które je podważają i wycofywać poparcie dla tych, które tego nie robią. Musimy podważać mity o gwałcie w kręgu naszych znajomych i w codziennych rozmowach. Regularnie i konsekwentnie.

Niemal każdy twierdzi, że chce by zmniejszyła się liczba napaści seksualnych. Feministki właśnie o to walczą od lat i jeśli wierzyć statystykom przestępstw, walczą skutecznie. Zatem róbmy to, co działa. Może nie przyniesie to większej liczby kliknięć na stronie, ale to właściwie jedyna wymówka, jaka jeszcze pozostała.

Tłumaczenie: Justyna Gardzińska

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: