10 Grudnia – Stop przemocy mężczyzn!

NIE! przyzwoleniu na męską normę przemocy

  • Dowiedz się więcej!

  • Doświadczenia przemocy

  • Telefony zaufania

    TELEFON ZAUFANIA 10GRUDNIA: 698991142 od pon do pt między 16:00 a 18:00

  • TEL: 0 789 30 65 66 Pon – Pt 13.00-19.00

  • Kompleksowe wsparcie ofiarom i świadkom przemocy domowej

  • Kursy WenDo

    WenDo samoobrona

    Katowice 20-21.07

  • Wydawnictwa

    Paradoks macho

    Paradoks macho: Jackson Katz

  • Między Nami Zin

  • Archiwum

  • Tagi

  • Kalendarz

    Lipiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Czer   Sier »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    3031  

Niebieska karta: nie ma czasu dla ofiar – Pisze Beata Łabutin

Posted by 10grudnia w dniu Lipiec 8, 2012

Prawo, by lekarze i pedagodzy sporządzali tzw. niebieskie karty dla ofiar przemocy, nie działa. Nikt ich nie wypełnia

Niebieskie karty są zakładane są przez policjantów i pracowników socjalnych, którzy zetkną się z ofiarą przemocy w rodzinie. Od 2011 r. nowe przepisy o przeciwdziałaniu przemocy stanowią, że taki obowiązek mają też lekarze i pracownicy oświaty. W założeniach miało to spowodować, że więcej ofiar dostawało szybko pomoc.

W praktyce nowe przepisy są fikcją. Np. w 300-tysięcznym Opolu do zespołu przeciwdziałania przemocy przy prezydencie miasta trafiła… jedna karta od lekarza, a od nauczycieli – ani jedna.

W ponad 200-tysięcznym Radomiu na 93 założone w tym roku niebieskie karty siedem pochodzi ze szkół, jedna od służby zdrowia. W 300-tysięcznym Białymstoku nauczyciele wypełnili dwie, a lekarze – ani jednej. A w 600-tysięcznym Wrocławiu w ciągu roku założono 547 kart, z czego służba zdrowia sporządziła trzy.

Dzieje się tak, mimo że nieprzestrzeganie tych przepisów może być potraktowane jako niedopełnienie obowiązków służbowych. – Ani pedagodzy szkolni, ani lekarze po prostu nie wiedzą, że mają obowiązek zakładać niebieskie karty – uważa Włodzimierz Wolski, dyrektor Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu i przewodniczący zespołu ds. przeciwdziałania przemocy.

Ale lekarze – a chodzi przede wszystkim o tych w szpitalnych izbach przyjęć lub lekarzy rodzinnych, bo do nich z reguły trafiają ofiary przemocy – pytani, dlaczego nie wypełniają kart, najczęściej twierdzą, że nie mają czasu na papierologię.

– Już sam widok tej karty przyprawia o ból głowy – mówi dr Marek Dryja, ordynator oddziału ratunkowego w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. – Do wypełnienia jest cała płachta papieru.

Rzeczywiście – część karty, którą powinni wypełniać lekarze, nauczyciele, policjanci i pracownicy socjalni, a także zespoły do rozwiązywania problemów alkoholowych, to sześć stron, a na nich 21 jeden punktów, z których każdy ma co najmniej kilka podpunktów albo wymaga konkretnego opisu w kilku zdaniach. – Nie mamy na to po prostu czasu. W naszym oddziale dziennie przyjmowanych jest nawet 200 pacjentów, a lekarzy dyżuruje czterech. Kiedy mielibyśmy wypełniać te karty? – pyta dr Dryja.

Uważa, że nie ma żadnych szans, by na dyżurze rzetelnie wypełniać wszystkie rubryki. – Cierpiący ludzie czekają w kolejce po pomoc. Nie wyobrażam sobie, by w tej sytuacji zajmować się biurokracją. Owszem, zwięzłą informację o ofierze przemocy w rodzinie należy przekazać policji, ale to powinno być wszystko – przekonuje.

Tego samego zdania jest pielęgniarka koordynująca w izbie przyjęć w jednym ze szpitali na południu Polski (prosi o anonimowość). – Rzetelne jej wypełnienie zajmuje godzinę. I gdzie tu kameralne warunki do rozmowy z poszkodowana osobą?

Z kolei szkolni pedagodzy często obawiają się, że uczniowie skonfliktowani z rodzicami z powodu np. tzw. szlabanu za złe stopnie czy inne wybryki mogą ich wprowadzić w błąd, twierdząc, że stosowana jest wobec nich przemoc. – Więc boją się, że zostaną wmanipulowani w rodzinne gierki. Poza tym bywamy pomawiani o rozbijanie małżeństw, ciągani po sądach, a tego nikt nie lubi – mówi doświadczona pedagog szkolna z Dolnego Śląska.

Ile jest ofiar przemocy? Oficjalnie według danych policji w 2011 r. – 113 tys. 546 osób (na podstawie niebieskich kart) Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji odpowiedzialna za statystyki nie chce szacować tzw. ciemnej liczby, czyli rzeczywistej skali przemocy.

– To drugie tyle albo jeszcze więcej – uważa Barbara Leszczyńska, szefowa Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar w Rodzinie w Opolu.

I apeluje do lekarzy i pedagogów, by niebieskiej karty nie odrzucali. – Wypełnienie karty nie jest skomplikowane, tam są gotowe pytania, tylko odpowiedzi trzeba odhaczyć. Można to zrobić w miarę szybko, a weryfikacją tych danych zajmie się już specjalna grupa, którą powołam i która spotka się z ofiarą przemocy, by zbadać jej sytuację domową, prawną, socjalną. Jeśli ofiara na któreś z pytań nie chce odpowiadać w szpitalu, to niech tego nie robi, zweryfikuje się to później – tłumaczy.

– Nie pozwoliłabym sobie na grzech zaniechania. Bo w przypadku jakiegoś nieszczęścia, nie chciałabym być na miejscu osoby czy osób, które wiedziały o przemocy, ale nie zrobiły nic – argumentuje Leszczyńska.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Niebieska karta: nie ma czasu dla ofiar – Pisze Beata Łabutin”

  1. alewa said

    Niebieska karta to fikcja równiez w niektórych MOPS-ach, gdzie potencjalny sprawca przemocy ustala dogodny dla siebie termin spotkania- zaniedbuje się konieczność powiadomienia o jego zmianie kobiety poszkodowanej, spotkanie odbywa się bez obecności psychologa, bo ich mało a spraw dużo, oprawca jako pierwszy przez półtorej godziny opowiada jaka to żonna niedobra i wariatka a on cudowny ojciec i „gospodyni domowa”. Kobieta wezwana na tą samą godzinę musi po raz kolejny wysłuchać tych powtarzanych przez niego wszędzie kłamstw a panie urzędniczki wydają się zauroczone „niewinnie oskarżonym” (psychologia inteligentnego socjopaty najwyraźniej nie jest im znana)i jeszcze przed wejściem krzywdzonej kobiety ustalają dogodny dla niego (oczywiście odległy)termin następnego spotkania i mają dla niej już mało czasu. Tak naprawdę kobiety są zdane na siebie i najbliższą rodzinę- organizacje, karty, policja, psycholodzy- wszyscy w bezpośredniej rozmowie wiedzą z kim mają do czynienia ale nic nie są w stanie zrobić – bo należałoby się zaangażować, wyjść poza standardowe procedury, które i tak nic nie wnoszą, należałoby być człowiekiem a nie urzędnikiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: